poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Wielkanocne nieszczęścia królika-domownika


W przedświątecznym rozgardiaszu
Królik miał już wszystkich dosyć
Bo pachniały wszędzie wokół
Różne ciasta, babki, sosy.

Więc przewracał z prawa w lewo
Swoje mądre, czarne oczy
A że głosu nikt mu nie dał
Znosił w ciszy nowe ciosy:
Chrzan pachnący
Bardzo żrący
Cebuli łupki
Łzy cisnące
Opary z pieca buchające...


Dziwił się mocno, choć dosyć skrycie
Po co gotować marchew o świcie?
Na co do żuru jajka malować?
I tak wymyślnie je dekorować?
Po co te nerwy?
Wrzawa, okrzyki
Stuki, hałasy
Miksera bzyki

Aż przyszedł ranek Niedzieli Pańskiej
Dzwon przebił ciszę nocy dość jasnej
I znowu królik nic nie rozumiał
Patrzył zdziwiony na wrzawy finał:

Jak wszyscy jego współdomownicy
Wróciwszy pierwej z jakiejś kaplicy
Dzielą się jajkiem pełni miłości
I nie są ważne wcześniejsze złości

A czy królika ktoś zechce przeprosić
Że nie rozumiejąc
Musiał to znosić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz