sobota, 12 kwietnia 2014

Z książką w altanie: Czek bez pokrycia

Uwielbiam czytać książki. Powieści. Zarówno prawdziwe, jak i zmyślone historie. W każdej jest ziarenko fałszu i prawdy, tylko w odmiennych proporcjach. Pozwalają mi mnożyć moje życie przez niezliczoną liczbę miejsc, sytuacji, przeżyć, uczuć, życia. To niesamowite. Prawie za każdym razem tak samo podniecające. Pozwala mi na ogrom wyrozumiałości dla ludzi i trochę pokory wobec losu. 

Gdy czytam, czuję, że wzrasta we mnie tęcza.

Więc szukam książek takich, które mnie porwą w historię, którą opowiadają. Chodzę do bibliotek. Kupuję w księgarniach. Wypowiadam na głos tytuły i tematy, a potem znajduję je pod choinką, w paczce urodzinowej i przy innych okazjach.

I tak dzisiaj zasiadłam w ogrodowej altanie, pośród wybujałej, wiosennej zieleni z książką Zofii Stulgińskiej "Czek bez pokrycia". 

Zasiadłam? Tak. Celebruję takie chwile.

Aura niezwykła. Magia w ogrodzie. Wszystko zieleni się, rozkwita i pięknieje w oczach. Pachnie mięta, ziemia i kwiaty jabłoni. Czarny kocur poluje w oddali, bawi się i "poigrywa" ze swojej ofiary. Cóż to za natura? Jest masywny. Lśni w słońcu diabelną czernią. Jest jak bohater "Mistrza i Małgorzaty" Bułhakowa. [Zorro z imienia i silnego charakteru - to kąt sąsiadów. Wyborny łowca rasy rosyjskiej?!]

Tym nastrojem wprowadzam dzisiaj świat książek, zakurzonych kartek i zapomnianych tytułów. Może uda nam się w kilku, kilkunastu następnych postach opowiedzieć i zachęcić Was do sięgania po tytuły, które wcześniej nas urzekły.

"Czek bez pokrycia" trafił w moje ręce trochę z przypadku, a trochę celowo. Przypadkowo wybrałam tę książkę z bibliotecznej półki, na której podobnych okładek stało wiele więcej. Wybrałam kilka na oślep, a z nich zdecydowałam przeczytać właśnie tę. Czemu? Przekonał mnie do tego opis z tyłu książki, z którego wywnioskowałam, że jest to opowieść o kobiecie silnej. Siła kobiet zawsze mnie fascynowała. Tej siły nie widać gołym okiem. Jest inna niż męska. Jest jak ściana skalna za burzliwym wodospadem. 

Bardzo osobista książka pisarki. Czytając, odnosiłam wrażenie, że opowiada ona o sobie. Zastanawiający, "bankowy" tytuł. Podziękowanie dla przyjaciela na pierwszej stronie. Opowieść oparta na faktach.

Główna bohaterka ma na imię Ewa. W ciekawej narracji jej przyjaciela, opowiedziana jest historia jej życia.

Jest już późna godzina wieczorna, gdy do drzwi Filipa i Marty puka Ewa. Nie ukrywając zdziwienia, Fipek otwiera i wita ją w progu. Ta pomija go, wpada do mieszkania, całuje Martę. Jest wyraźnie poruszona. Zdziwienie lokatorów jest tym większe, że Ewy dawno już u nich nie było. "Pewnie ma jakiś problem" - myśli Fipek. Nie myli się. Przed kilkoma dniami zaczęło się największe szczęście i zarazem największe przekleństwo życia Ewy. Czy jest w stanie mu podołać? Jak wielką rolę odegrają przyjaciele w jej życiowm dramacie?



Opowieść  o znaczeniu prawdziwej przyjaźni. O miłości - tej kiedy dając, przestaje się brać. O pasjach. O tym, jak można czuć się samotnie, nawet gdy się samym nie jest. O równowadze w życiu. Relacjach międzyludzkich. Poświęceniu i poczuciu obowiązku. Trudnych emocjach, które spadają czasem, nieoczekiwane, jak grom z jasnego nieba. Uświadamiamy sobie, że choć czasem trudne i podłe, są jednak prawdziwe i ludzkie. Dobrze jest czasem powiedzieć o nich głośno. Prawdziwemu przyjacielowi można.  

Akcja książki zaczyna się w czasach powojennych, i trwa do około lat 80. ubiegłego stulecia. Wciągająca fabuła i interesujący styl. Czytając, wchodzimy w sposób myślenia i uczucia bohaterów.

Po przeczytaniu takiej książki, docenia się życie, choć autorka ani słowem nie wspomina w niej o afirmacji życia. 

Czek bez pokrycia? Gdy miłość nie wraca do Ciebie drogą, o której śnisz. Kiedy nie czujesz, że dając możesz brać. Bo może ta miłość wraca? Ale tego nie widzisz?









3 komentarze:

  1. Jeśli podoba ci się ten styl, polecam inne powieści stulgińskiej Mąż z ogłoszenia i ciąg dalszy Gruszki na wierzbie. świetne

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie się zastanawiałam, jak brzmiały tytuły pozostałych powieści Stulgińskiej, gdy dojechałam do końca i zobaczyłam wpis Kasi.eire. Też polecam :)
    Ja już nie pamiętam dokładnie, która z nich opowiadała historię trudnego (by nie powiedzieć chorego) związku z rzeźbiarzem... potem odkryłam, że rzeźbiarz był postacią autentyczną i to krakowską, co dla mnie ma podwójny walor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. To jest walor tej właśnie książki. To ta książka opowiada historię o rzeźbiarzu.

      Szczerość, autentyczność, dojrzałość.... to się czuje na kartach powieści. To jest takie nieuchwytne poczucie, że ktoś wpuszcza nas głęboko w swoje życie, w siebie... dając nam (niebezpośrednio) swoją mądrość.

      Jestem bardzo poruszona tą powieścią. Choć czytałam ją już jakiś czas temu.

      Na pewno sięgnę po inne dzieła.

      Poszperałam trochę o autorce. Wydała swoje książki w późnym wieku, a jedna nawet ukazała się po śmierci. W książce, o której mówimy, główna bohaterka jest pisarką, kobietą, która wiele w życiu przeszła. Brak wiary w siebie. Krytyka bliskiej osoby - rzeźbiarza - spowodowały, że świetną powieść, którą napisała, chowa do szuflady. Jest w podeszłym wieku, gdy wysyła ją do wydawnictwa i otrzymuje świetne recenzje.

      Niech to będzie nauką dla nas, by nie odkładać niczego, co jest dla nas ważne, na inny dzień. Ktoś mi kiedyś powiedział:" jeżeli mówią Ci, że to się nie uda, odwróć się plecami i powiedz: Nie? No to patrzcie!"

      Jakby nie wychodziło, warto robić to, co się kocha i co nadaje życiu "kopa". Wtedy na pewno wyjdzie ;)

      Usuń