sobota, 17 maja 2014

Śnieżnik - radosne wspomnienie majówki na smutne deszczowe dni

W krainę śniegu wybraliśmy się w pierwszych dniach maja. Znaleźliśmy ją na Śnieżniku (1425 m.n.p.m, Sudety). Jeszcze na dole widzieliśmy, że góra jest okryta śniegiem, ale wkroczenie z wszechobecnie panującej w Polsce wiosny w świat zimy pozwoliło nam się poczuć, jakbyśmy byli bohaterami bajki Andersena - "Królowa Śniegu". Na szczęście mój Kaj wędrował obok mnie, a ja nie byłam tytułową Gerdą i mogłam - szczęśliwa - zachwycać się górami.


Wędrowaliśmy szlakiem zupełnie nieuczęszczanym przez turystów. I to było po prostu fantastyczne! Kiedy masz okazję pobyć sam na sam z przyrodą, uczucia które wzrastają w Tobie są niesamowite i po prostu nie wiem, jak można je opisać. 

Od momentu, w którym góry zaczęły być pokryte śniegiem, wędrowało się jak w prawdziwej bajce. Z drzew prószył drobny i mokry śnieg zdmuchiwany powiewami wiatru, a słońce sprawiało, że spadający śnieg lśnił tęczowo, jak drobne kryształki lub małe diamenciki. 


Wokół jakby cisza, ale nie do końca. Nie dostrzegalne nie wprawnym okiem życie lasu. Szum strumieni, może drzew. Wiatr pomiędzy skałami. Przestrzeń po prawej stronie, zaczarowany las po lewej. Wokół żadnego człowieka. Nad nami błękit, pod stopami kamienie. Czuje się życie w żyłach.

Szczyt inny niż tatrzańskie. Ale wspaniały. Poważny. Doniosły. Szeroki. Krok w prawo. Jestem w Czechach. Krok w lewo. Wróciłam z za granicy. Na szczycie spory tłum ludzi. Którędy oni szli? No ostatecznie wszystkie drogi prowadzą w końcu na szczyt. Prawie jak w życiu. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz