czwartek, 6 listopada 2014

Dzwony telefony: wózek widłowy



Zawsze kiedy odbieram telefon od nieznajomego i dowiaduję się, że stawka naszej rozmowy wznosi się ponad rzeczywistość, to zacieram ręce i zaczynam prowadzić grę. Tylko mój rozmówca i ja. Nie może być inaczej, bo nigdy nie wiesz czy Ciebie nabiją w butelkę, czy to zwykły przypadek. Zawsze biorę pod uwagę pierwszą opcję i idę za ciosem.



Dzwoni telefon. Spoglądam na ekran telefonu i widzę jedynie ciąg dziewięciu nieznanych mi cyfr. Odbieram, wciskając zieloną słuchawkę:
- Tak, słucham? - wypowiadam melodyjnie słowa, aby zachęcić do rozmowy.
- Dzień dobry, czy ma pan jeszcze ten wózek widłowy do sprzedania? - pyta nieznajomy. Szybko orientuję się, że "Coś Jest Nie Tak". Rzeczywistość, granica, przekroczenie.
- Tak, mam. - Odpowiadam z pewnością w głosie.
- Proszę mi powiedzieć, ile to ma lat?
- No, panie, wiadomo. Nowy to on nie jest, dziesięcioletni, ale wizualnie wygląda naprawdę dobrze.
- Proszę mi powiedzieć jeszcze, on jest elektryczny czy spalinowy?
- Spalinowy.
- A w jakim jest stanie? - ciągnie dalej mój rozmówca.
- Wiadomo. Używany, to nie nowy, ale zadbany i chodzi jak trzeba. Powiem panu szczerze, że "igła". Egzemplarz w takim stanie, to dzisiaj rzadkość. - Wykorzystuję frazesy sprzedawców samochodów.
- No, dobra. A ile pan chciałby za niego?
"Ile może kosztować wózek widłowy, do stu tysięcy Milicjantów?". Próbuję szybko znaleźć odpowiedź wiedząc, że zegar tyka.
- Panie no... no, tak ze czterdzieści pięć. - Rzucam cyfrę, która jest niby-ceną nie wiadomo czego.
- Oj, panie, nie, to ja dziękuję. Do widzenia. - Zakończył rozmowę.


1 komentarz: